Odwiedziny w GW Złote Tarasy – nauka gry w Skirmish

Dzisiaj miałem okazję zobaczyć na własne oczy o co właściwie chodzi w tym skirmishu. YAY!
Byłem świadkiem rozgrywania dwóch różnych scenariuszy. Po krótkim wstępie i nakreśleniu ‚o co kaman’ przez Daniela i Janka (pozdro chłopaki!) mogłem na spokojnie zaobserwować emocje idące w parze z kolejnymi ruchami na polu bitwy.


(mały ale wariat 😉 – usiłuje wyczarować Vortex, ponieważ na tym polegała misja)

Z początku byłem przekonany, że taki sposób używania figurek jest stratą czasu. Ponieważ jest za mało modeli na stole, za mało się dzieje, za mało emocji, za mało sensu… Jakże się myliłem. Po krótkiej obserwacji dojrzałem jednak ogromny potencjał. Biję się w pierś bowiem nie doceniłem tego „małego” tworu jakim jest skirmish. Cały patent polega na scenariuszach. Im będzie ich więcej tym lepiej, im będą ciekawsze i wzbogacone opowiadaniami tym jeszcze lepiej. Poniżej przykładowy scenariusz z dzisiejszej kampanii.

Mózg to punkty w tabelkach, które musimy brać pod uwagę przy komponowaniu swojej wojennej świty.
Przygoda jest sercem całego pomysłu na grę w takim formacie. Skirmish jest bardzo szybką rozgrywką. Można nawet w 15-20 min rozstrzygnąć kto wygrywa dzisiaj i wracać do domu. Natomiast największa zabawa jest wtedy kiedy piszemy historie własnego oddziału, który przemierzył bezkresną pustynię, aby … no właśnie, to Ty decydujesz po co! 🙂 Sounds like fun!
Jestem święcie przekonany, że każdy amator gier RPG i ogólnie „przygodówek” będzie zachwycony. W godzinkę można rozegrać kolejne etapy kampanii. Dobrać więcej punktów w zależności jak nam poszło. Zaplanować kolejne wzmocnienia i do boju.

Nie trzeba poświęcać całego popołudnia/dnia/nocy. To jest absolutnie spory atut dla tych, którzy nie mają tego luksusu w postaci czasu poświęcanego na hobby. Skirmish jest świetną alternatywą dla wszelkich turniejów na XXXX punktów, gdzie ścigamy się w przeróżnych rozpiskach.
Tym razem, siadamy wyluzowani, może być nawet przy preclu. Rzucamy kośćmi i tworzymy własną historię. Kto by nie chciał?! 😀

Podsumowując, jeśli nie masz za wiele czasu na hobby, jeśli chcesz zacząć swoją przygodę ze światem Warhammer’a niekoniecznie od budowania wielkich armii na starcie, jeśli lubisz przygodę i ekscytujesz się tym, że masz wpływ na to jak potoczą się losy Twoich oddziałów, jeśli lubisz ‚micro-management’ oraz  preferujesz różne scenariusze …..wtedy śmiało możesz stwierdzić, że skirmish jest właśnie dla Ciebie.
Z kolei dla doświadczonych graczy, jest to także miła odmiana i oderwanie się od wielkich potyczek.

Ze swojej strony gorąco polecam tym, którzy jeszcze się wahają czy w ogóle spróbować.
See you soon on the battlefield!

2 Replies to “Odwiedziny w GW Złote Tarasy – nauka gry w Skirmish

  1. Kusisz 🙂 Na codziennie gram w systemy historyczne ale AoS od dawna kusi no i ta nowa 40.000 ale tym wpisem dajesz mi do myślenia że może najpierw skirmish.

    1. AoS ma to do siebie, że ma przepiękne modele. Osobiście w ogóle bym nie wszedł w bitewniaki gdyby figurki wyglądały jak do Malifaux itp. Oczywiście nie ujmując przy tym samej grze.

      40tka to inny klimat. Od zawsze bliższe memu sercu były gry fantasy niż te sci-fi. Poza tym tylko te nowe modele do 40tki przypadły mi do gustu – oprócz Imperial Knighta, bo ten odkąd go zobaczyłem to jest moim ulubionym 😀

      Skirmish jest godny przemyślenia lub nawet jakiegoś wejścia w ten świat przez kupno przygotowanych pod to starterów. Skoro grasz w historyczne bitewniaki tzn, że masz farbki, a to 50% sukcesu 🙂 W przyszłym tygodniu na półkach ma się pojawić Path to Glory więc będzie jeszcze więcej scenariuszy do rozegrania. Z oficjalnego źródła wiem, że jest to książka mega dopracowana. Will see.

      Daj znać czy się skusiłeś na AoS 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *