News Recenzje

Hands on – Path to Glory

Cóż za cudowny poranek dzisiaj mamy! Można się wylegiwać wygodnie w łóżku albo poczytać i zobaczyć co ma do zaoferowania najnowszy produkt Games Workshop – Path to Glory.

Jeśli jeszcze nie spotkałeś się z tym tytułem to koniecznie musisz nadrobić to niedopatrzenie. Dlaczego tak, o tym poniżej. Najpierw jednak zapoznaj się z podstawami tej pozycji. Nie będę wchodził w szczegóły ponieważ na blogu Well of Eternity możesz zaczerpnąć niezbędnej wiedzy. Zdradzę tylko tyle, że podobnie jak w Skirmish’u będziesz miał wpływ na losy bohaterów swojej Warband’y.

Rozgrywka w Path to Glory to coś między Match Play, a własnie Skirmishem. To jest ten moment kiedy już dysponujesz większą ilością jednostek. Spokojnie Start Collecting! wystarczy na to, by swobodnie zaczynać zabawę.

Jeśli kliknąłeś w link powyżej to wiesz jakie elementy zawiera książka. Nie chcę Ci zdradzać szczegółów, żeby nie popsuć frajdy z czytania. Każdemu fanowi Orków na pewno przypadnie do gustu historia big bossa z Gutstompas – Gulgaza Stoneklaw – który zapragnął czegoś więcej, a w zasadzie to po prostu „większych bitew” 😀
Oczywiście przez całą publikację mamy okazję do podziwiania pięknych zdjęć i art’ów:

 

Chciałem się skupić, w moim mniemaniu, na „sercu” całego przedsięwzięcia, czyli scenariuszom.
Mamy ich do wyboru (zarazem aż i tylko) siedem. To dzięki nim możemy spisać naszą historię złotymi zgłoskami. Chcesz zaczynać od naprawdę mocnego czempiona z minimalną obstawą? Nie ma problemu. Chcesz wybrać teoretycznie słabszego, którego wspiera większa ilość oddziałów? Też dobrze. Możliwości kompozycji jest wiele. Na pewno będzie miło jak nasz główny bohater zacznie przybierać na sile w trakcie wygrywania/przegrywania kolejnych potyczek.

Od tego jaką nagrodę przydzielimy jemu w kolejnej bitwie będą zależały losy jeszcze kolejnej i tak dalej i tak dalej. Pozwala to na naprawdę wiele możliwych scenariuszy. Jakby pokusić się jeszcze o jakąś narracje całej przygody to już w ogóle mamy przednią zabawę.

Przypomina mi to nieco planszówki w stylu Dungeon&Dragons czy Descent. To właśnie w nich brakowało mi takiego rozmachu jaki mamy do dyspozycji w Path to Glory.

Wracając do scenariuszy. Zapowiadają się arcy ciekawie. Mocno zróżnicowane, a każdy posiada unikalne zasady. Dobrym przykładem jest Trial of Champions. Spotykają się tutaj 4 wrogie armie, aleeee…aleeee przecież nikt nie mówił, że nie można by jakiegoś mniejszego sojuszu zawrzeć choćby na jedną turę …buahahah…tutaj pozdrawiamy planszówkowe wydanie Gry o Tron (uwielbiam tę grę). Nie ma to jak wsadzić nóż w plecy sojusznikowi po czym zdobyć przewagę na stole i zdominować resztę wystraszonych armii. Coś pięknego 😀 Jakby tego było mało, ciekawa zasada w tym scenariuszu jest następująca:
„Na początku rundy każdy z graczy rzuca 2D6. Ten gracz który wygra decyduje kto zaczyna pierwszy.”
Po rozegraniu rundy przez pierwszego gracza następuje kolejne losowanie itd. Takie rozwiązanie może prowadzić do przeróżnych roszad na polu bitwy.

Następnym bardzo interesującym scenariuszem wydaje się być The Sacrifice, gdzie jeden z graczy wciela się w rolę wybawcy. Drugi zaś stara się przeprowadzać sukcesywnie rytuały prowadzące do samozniszczenia. Taki jest cel tej misji. Do tego dochodzą specjalne zasady i rozgrywka staje się arcy ciekawa. Najbardziej klasycznym zestawieniem będzie tutaj starcie ORDER vs CHAOS.

Wybrałem też jeden scenariusz, który potencjalnie jest najsłabszy z całej siódemki. To jest coś dla miłośników krwawej jatki inspirowany (chyba) Take and Hold z Matched Play.
Tym razem jedną z zasad nadrzędnych jest przymusowa szarża jeśli znajdujemy się w 12″ od wrogiej jednostki. Pozostaje nam tylko powyrzynać się nawzajem. Kto pierwszy ten lepszy.

W zasadzie przeczytałem wszystkie scenariusze jednym tchem i nim się spostrzegłem już pojawiła się następna rozkładówka zasadami do Warband’y Slaves to Darkness. Zdecydowanie przydało by się jeszcze więcej scenariuszy 😀

Trzeba przyznać, że wydanie stoi jak zawsze na najwyższym poziomie.
Całą oprawa powoduje, że chce się złapać za książkę i rozkładać figurki wg scenariusza, nie zważając na porę dnia i nocy. Zapach farby na świetnie zaprojektowanych rozkładówkach dodatkowo potęguje chęć rozgrywki. Na koniec zostaje tylko kwestia tego kto będzie Twoim czempionem. Przyznaj się, masz już jakiegoś na myśli? 😉

PtG na pierwszy rzut oka wydaje się dopracowane i niczego nie można zarzucić. Choć przy okazji samej rozgrywki może wyjść coś czego teraz nie widać, przynajmniej do czasu kiedy nie wykonamy pierwszych rzutów kośćmi. Poza tym, to narzędzie to przeprowadzenia szybkich bitew. Z całą pewnością szybszych niż grając w Matched Play na 1000+ pkt. Dlatego podobnie jak w przypadku Skirmish’u, uważam, że Path to Glory jest ukierunkowany na nowych klientów producenta. Na pewno nie stoi nic na przeszkodzie, aby Ci bardziej doświadczeni także spróbowali swoich sił.

Przy okazji budowania Warband’y możemy także bawić się w micromanagement. Innymi słowy, można skupić całą swoją uwagę na początku na 2-3 oddziałach, by wycisnąć z nich jak najwięcej. Da nam to zdecydowanie więcej swobody przy większych bitwach podczas turniejów. Wtedy z reguły jeśli myślimy o wygranej to szybkie decyzje muszą być w większości trafione. Ciężko to uzyskać jeśli jest się początkującym wargamer’em. Do tego jeśli aspirujesz do miana najlepszego generała na dzielni, szybko może dopaść Cię frustracja. W końcu przez złą decyzję przy rozstawieniu możesz „zmarnować” dwie godziny. Tutaj z pomocą przychodzi Path to Glory.

Z czystym sumieniem polecam te pozycję. Już teraz, świeżo po przewertowaniu całej książki mam dwa pomysły jak przenieść bitwę na skalę krajową zwieńczoną jednym większym wydarzeniem.
Reasumując – good job Games Workshop!

PS. Wspominałem już, że tabele wszystkich frakcji zajmują 33 strony? Prezentują się świetnie 😀

2 komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *