General’s War: Pruszkowska Masakra [chapter 1]

UncleKyoshi/ Luty 1, 2019/ General's War, Matched Play, Turniej Ogólnopolski/ 0 comments

Bez światła nie ma cienia. Jest tylko ciemność. 

Na głównym miejskim placu przed świątynią zgromadził się tłum mieszkańców. Wszyscy mieszkańcy zbierali się tu od czasu zgaśnięcia świętego ognia w oczekiwaniu na wiadomość o dalszych krokach władz miasta. Przez kilka ostatnich dni podejmowano różne próby rozpalenia go ponownie. Pierwsi próbowali magowie, ale ponieważ było w śród nich kilku nieludzi to skończyło się bijatyką i musiała interweniować straż. Potem próbowali inżynierowie, ale po kilku drobniejszych eksplozjach jeden z Duardinów zaproponował wykopanie tunelu pod świątynią aby dotrzeć, rzekomo, do źródła światła. Jako, że powszechnie wiadomym jest, iż pod ziemią światła nie ma, uznano go za niepoczytalnego i odesłano do domu. Podobnie jak i resztę kompanów.

Ciekawie zrobiło się gdy rada miejska, w przypływie wiary w swych poddanych, uznała, że dobrym pomysłem będzie wyznaczenie nagrody dla osoby, lub osób, które pomogą w zażegnaniu kryzysu. Nastąpił prawdziwy wysyp różnego typu specjalistów, wieszczy i innych znawców, którzy występowali z najdziwniejszymi pomysłami przywrócenia porządku rzeczy. Najbardziej spektakularny był przypadek pewnego szewca. Wpadł na pomysł jak przywrócić Światło i podjął się tego zadania z wielką śmiałością. Tłumy gapiów kibicowały mu podczas próby. Pojawia się tu pewien problem, nie wiadomo czy jego pomysł uzyskał akceptację Rady, czy też była to próba samozwańcza. W każdym razie uniesiony dopingiem zataszczył na ołtarz wielkiego barana, wypatroszył go i napchał do środka wszelkie specyfiki pozostawione przez poprzednie ekipy. Następnie biedaka podpalił. Efektowność eksplozji była nie do pozazdroszczenia. Niestety świątynna biel została zakłócona przez czerwono-czarne freski które rozciągnęły się od ołtarza aż po podstawę kopuły nad nim. Szewca nigdy więcej nie widziano a miejscowej ludności zakazano wchodzić do świątyni.

Na placu było niespokojnie. W ratuszu trwały obrady od wczesnych godzin rannych a zbliżała się pora obiadowa. Tłum najwyraźniej już zgłodniał, bo postanowił wysłać delegację. Po wejściu do sali zastała ona dość niecodzienny widok. Panował półmrok. Jedyne światło dawała, utrzymywana przez jednego z magów, świetlana kula. Nie zapalono ani jednej świecy w licznych kandelabrach i żyrandolach. Na stole, zamiast poczęstunku dla gości,  rozłożone były rozliczne księgi i zwoje a centralne miejsce, u szczytu stołu, zajmował bibliotekarz. Z postawy pozostałych zgromadzonych wynikało, że wcale nie przez przypadek. Wtargnięcie delegacji nie zostało zauważone a bibliotekarz kontynuował swój wykład:

– Tak jak widzicie Panowie, i Panie – tu zwrócił się w stronę, jak zwykle, wyzywająco ubranych córek Khaina, których nieliczna grupa kręciła się od dawna po mieście – mamy to do czynienia z bardzo precyzyjnie zaplanowaną akcją a nie wybrykiem dziwoląga. Prawdopodobieństwo przedostania się sługi Khorna do miasta jest znikome i jeszcze nigdy nie miało miejsca bez udziału osób z wewnątrz. Jak dowodzi nasza historia takie przypadki się zdarzały kilkukrotnie, ale demon zawsze musiał być przyzwany a to i tak zwykle kończyło się jego szybką śmiercią. W tym przypadku był on przygotowany na to, co go czeka i osoba, która go tu sprowadziła musiała kontaktować się wcześniej z nim lub z jego mistrzem. – tu zrobił pauzę. Na sali czuć było gęstniejącą atmosferę wzajemnych podejrzeń – Powiem w prost. Czeka nas wojna. Wojna jakiej jeszcze nie widzieliśmy w tych stronach, bo nie z gromadami szczuro-ludzi czy żielono-skórych a z najprawdziwszymi hordami chaosu. Nie wiem kiedy i nie wiem o jak licznej grupie mówimy, ale spodziewać się należy najgorszego. – napięcie sięgało szczytu, a w przypadku jednego z członków delegacji ten szczyt został przekroczony. Na chwilę sprawiło to, że bibliotekarz przerwał wywód, ale po kilku sekundach niezręcznej ciszy kontynuował – Mamy przed sobą trzy wielkie zdania Szanowni Państwo. Po pierwsze – musimy przygotować się do obrony miasta. Wszelkimi możliwymi siłami. Po drugie – ponówmy próbę przywrócenia świątynnego ognia, ale tym razem z należytym, naukowym podejściem. Po trzecie – musimy ustalić, kto stoi za przywołaniem demona i dowiedzieć się od niego jak najwięcej o wrogich planach. 

Koniec zdania spotkał się z natychmiastową eksplozją wzajemnych oskarżeń i wyzwisk, pomysłów oraz innych epitetów. Wszystkie były wypowiadane jednocześnie, więc zgiełk i chaos na sali powstał niezwykły. Tego typu dyskusje toczyły się na miejskiej radzie wielokrotnie i potrafiły trwać godzinami. Nie tym razem jednak. Niefortunne ktoś rzucił hasłem o konszachtach cór Khaina z bogami chaosu, ktoś inny z kolei puścił w jego stronę sztylet, który zamiast celu trafił w maga,  cały czas dzielnie utrzymującego świetlistą kulę nad stołem. Ta zgasła i w sali zrobiło się ciemno. Wzajemna szarpanina trwała raptem kilkanaście sekund. W ciemnej sali ciężko było stwierdzić kogo leje się po głowie i radni szybko doszli do wniosku, że lepiej będzie to kontynuować w innym czasie. 

…T.B.C. …

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>
*
*