Relacja z AoS Grand Tournament Heat 1

Jajan/ Marzec 8, 2019/ Battle Report, Doniesienia ze świata, Matched Play, News, Relacje, Rozpiski, Turnieje/ 1 comments

O armii jaką zabrałem możecie poczytać w poprzednim poście. Zdania nie zmieniłem i wziąłem dokładnie to co opisywałem. Do Nottingham dotarłem wieczorem w piątek (jakieś 1,5h opóźnienia, nie dość, że korki to jeszcze jakiś wypadek był) zameldowałem się w hotelu i wyszedłem przejść się do Warhammer World (miałem jakieś 20 minut piechotą). W środku robi to ogromne wrażenie, duży sklep z wystawionymi chyba wszystkimi modelami, oddzielny sklep Forgeworld, ogromna sala do gier – super dioramy do grania. Szczególnie wrażenie robiła ta diorama od Kill Teama, gdzie chyba 8 osób grało naraz i druga w stylu zrujnowanego miasta, gdzie grało też chyba z 6 graczy ogromną bitwę następnego dnia. Bugman’s Bar z naprawdę doskonałym piwem i mega dobrym jedzeniem. Robi to wrażenie. Zrobiłem jakieś zakupy w sklepie Forgeworld i wróciłem do hotelu, gdyż to następnego dnia miała odbyć się właściwa część imprezy.

Turniej pod względem organizacji przypominał Warhammer Fest. Przy rejestracji zostawiało się rozpiskę, dostawało kartę gracza z numerem i tyle. Zasady proste: 6 punktów za majora, 4 za minora + można było oddać po 2 głosy na best play i best army. Co pierwsze rzuca się w oczy to super stoły – wszystkie z terenami GW (co najmniej 6 terenów na każdym stole), dużo miejsca, dobra wentylacja mimo, że na sali było łącznie z obsługą pewnie lekko ponad 150 osób. Organizacja świetna, kelnerzy/kelnerki podchodziły do każdego stołu i można było zamawiać picie czy jedzenie. Lunch po pierwszej grze był w cenie wejściówki (ten w niedzielę również) i był naprawdę mega dobry. 2 godziny 30 minut na bitwę wydawało się, że to nie dużo, ale pary, scenariusze itd. były podawane zawsze kilkanaście minut wcześniej, aby można się było do gry przygotować i w miarę możliwości zacząć wcześniej.

Warto jednak od razu zaznaczyć, że organizacja takich turniejów też jest jak najbardziej w zasięgu Polski. Przecież za czasów 6 czy 7 edycji Warhammer Fantasy Battle odbywał się u nas tzw. „Wojenny Młot” dwukrotnie i „Grand Tournament of Eastern Europe” też dwukrotnie i były to eventy przyciągające po ponad 100 graczy tylko do jednego systemu (bo były też turnieje w Wh40k i nawet w zapomnianą chyba grę jaką był Warmaster).

Wracając jednak do tu i teraz. O 10:30 nastąpił start turnieju. Zabrałem rozpiskę, którą grałem kilka razy w sumie. Miałem więcej poświęcić na trenowanie, ale niestety obowiązki związane z pracą na to nie pozwoliły i czułem się trochę nieprzygotowany – szczególnie, że nie udało mi się zagrać ani z nowymi Goblinami, ani Skavenami czy Vampirami. Planem minimum był awans do GT Final, który odbywa się na jesieni. 3 wygrane gry pozwalały raczej na przejście eliminacji. Armia dosyć inna, niż większość armii Daughters of Khaine, bo bez Morathi, co w sumie okazało się na ten moment super wyborem. Mniej grania na auto-pilocie, bo jednak Morathi ułatwia granie – ze względu na pewność, że w większości przypadków ustoi minimalnie tyle ile ma ustać, tam gdzie trzeba. Co trzeba zaznaczyć wszyscy przeciwnicy i chyba większość graczy naprawdę zna tutaj swoje armie (nawet jakby wydawało się, że rozpiski nie są optymalne) i też ma pojęcie jak grać przeciwko innym armiom i czego się można spodziewać. W konsekwencji całkiem niepozorne rozpiski naprawdę potrafią działać.

Okey, ale przejdźmy do bitew :

Bitwa 1.
Realm: Shyish
Scenariusz: Shifting Objective
Przeciwnik: Idoneth Deepkin

  • Akhelian King
  • Soulscyrer
  • Tidecaster
  • 2×6 Ishalean Guards
  • 3 Ishalean Guards
  • 9 Morrsar Guards
  • Leviadon

Ogólnie bitwa nie była skomplikowana. Miałem mniej dropów więc zbuffowałem jednostki – Witchbrew itd. i postanowiłem zająć środkowy i prawy znacznik, biorąc pod uwagę, że jak coś to mogę podbiec do lewego znacznika na spokojnie. Główny okazał się prawy znacznik. Przeciwnik tam też skierował Morssarów. Oblał jednak szarżę na 6” i to dwukrotnie. Wygrał jednak turę – zaszarżował i wyczyścił: Hagę, 10 Sisters of Slaghter (miał jakiś rzut typu 11 czy 12 na szarżę), ale Witczki ustały (tzn zostało ich 5-6). Blood Sisters przemieliły 2×6 defensywnych kijanek, żółwia. Harpie spadły na 3 znacznik i zatłukły Tidecasterkę. Sytuację na flance też opanowałem. W konsekwencji „table” w 3 turze i 2000 kill pointów.

Bitwa 2.
Realm: Ghyran
Scenariusz: Three Places of Arcane Power
Przeciwnik: Skaventide

  • Verminlord Corruptor z Sword of Judgement
  • Plague Furnance – Generał
  • Plague Furnance
  • 2xPriest
  • 3×40 Plague Monków
  • 2 katapulty

Nie wiedziałem czego się spodziewać. Armia wyglądała na straszną – wiedziałem, że Plague Monki mogą mieć miliony ataków. Scenariusz, którego nie lubię osobiście pomagał, mniejsza ilość dropów jeszcze bardziej. Wziąłem więc turę – zająłem środkowy znacznik Slaughter Queen na wózku, zescreenowałem ją 20 Blood Sisters, 20 Sisters of Slaughter i 5 Heartrenders. Po lewej mojej stronie, niestety Witchki nie rzuciły dużo na bieg (a szkoda było marnować 2 CP bo jeden poszedł na bieg Blood Sisters) więc tylko zescreenowałem nimi Meduzę (drugi mój punktujacy model). Przeciwnik nie miał wyboru i wjechał w screeny mojego Wózka. Podbiegł też 40 Monków z wózkiem do znacznika gdzie była Meduza. Wyczyścił 5 Harpii, ale musiał złapać Blood Sisters w combat, a Verminlorda teleportował tymi nowymi tunelami na „mój” prawy znacznik, żeby scorować. Czyli Verminlorda miałem z głowy. Liczył, że wygra turę. Nie wygrał.
Blood Sisters z CP Slaughter Queen zjadły jedną 40 Monków. Witczki zaszarżowały i zjadły drugą i praktycznie było po grze. Dobre screeny i decyzja aby Meduzą zaczekać, a nie na siłę próbować scorować znacznik wygrały grę. Skończyło się tablem w 5 turze kiedy Blood Sisters wykończyły Verminlorda.

Bitwa 3.
Realm: Uglu
Scenariusz: Starstrike
Przeciwnik: Laurie Hugget-Wilde Sylvaneth

  • Alarielle – Throne of Vines
  • Spirit of Durthu – Gnarled Warrior, Oaken Armour
  • Spirit of Durthu – Ghyranstrike
  • 2xBranchwraith – Acorn of Ages, Verdant Blessing Regrowth
  • 4×5 – Spite Revenants
  • Soulsnare Shackles
  • Dreadwood Wargrove

Chyba najlepszy gracz Sylventhu na świecie. Szósty stół. Scenariusz bardzo dobry dla Sylvanethu. Rozpiska mega niestandardowa, ale wydaje się, że z dużym potencjałem. Czasami ciężko się gra przeciwko takim niestandardowym złożeniom –  szczególnie ktoś kto stworzył już tyle wygrywających rozpisek Sylvanethu i ma tak świetne wyniki turniejowe od lat. Wydawało mi się, że mega porządnie zescreenowałem Meduzę i Slaughter Queen – bo wiadomo Dreadwood to Alpha Strike i jeden zły ruch, tracisz Generała i nie jest wesoło. Laurie wylosował tylko jeden Stratagem i postanowił teleportować Durthu z Oaken Armourem 5 cali od Witczek które screenowały m.in. Meduzę. Niestety zapomniałem o tym, że Durthu ma na 3” zasięgu miecza. Zaszarżował w Witczki i zabił Meduzę. Taki miał plan, gdyż tylko ona mogła dać mi -2 renda na Blood Sisters. Ale w sumie nie byłoby tego złego, bo ugrzązł w Witczkach, które najpierw mu zadały kilka woundów, potem zrobiły retreat i dobił go Avatar który ma już -2 renda. Ogólnie wszystko rozbiło się o to gdzie spadną znaczniki.
Jeden spadł na samym środku – gdzie był duży teren „mystical”. Laurie w drugiej turze kontrolował znacznik jakimiś śmieciuchami czyli Spite-Revenantami i kilkoma driadami. W drugiej turze jednak Blood Sisters zaszarżowały i wyczyściły Spitów. W trzeciej turze (którą akurat wygrałem) wszedłem na ten teren, rzuciłem Blessing of Khaine na Blood Sisters + pomogło mi to, że znacznik w moim terytorium spadł po prawej stronie. W tym momencie Laurie miał jeszcze Alarielle, 20 driad, Durthu z Ghyranstrike i 2 magiczki. Udało mi się unbindować tworzenie nowych lasów i tylko na tym się skupiłem, bo teleporty w tą i z powrotem po całej planszy nie są fajne. Okazało się to kluczowe, gdyż mocno ograniczyło mobilność Sylvanethu co jest jest z głównych zalet tej armii  Meduzy weszły na teren, czyli miały 3+ save, 5++ z re-rollem i 6++ z mysticala stojąc 20 modelami praktycznie na znaczniku. Laurie rzucił tam wszystko Durthu, Alarielle i driady – zabił łącznie z 9-10 Meduz, ale nie był w stanie ich przepchnąć. Potem teleportował Durthu 9” od moich Witczek i SoS z czaru z Uglu. Mógł dzięki temu zająć „mój znacznik” jakby rzucił 11 wciągnął 10 SoS i jakieś 18 Witczek do walki i wybił je. Niestety oblał szarżę dwukrotnie na 9” – nie mówiąc o 11” i to by był na tyle. Pod koniec 5 tury zostały summonowane Driady i endless spell. Ale gra naprawdę była fantastyczna – przeciwnik naprawdę super. Nie dość, że granie Sylvanethem ma naprawdę opanowane do perfekcji to mega przyjemny, cały czas żartujący i uśmiechnięty gość. Atmosfera super, żadnej spiny tylko mega fajna bitwa, gdzie obaj naprawdę się bawiliśmy mimo, że to już przecież w miarę zaawansowany moment turnieju.

Bitwa 4.
Realm: Chamon
Scenariusz: Battle Part of Valour
Przeciwnik: Beast of Chaos

  • 2xBray Shaman
  • Tzaangor Shaman
  • 10 Ungors
  • 40 Ungors
  • 2×9 Enlighted na dyskach
  • 30 Tzaangorów
  • Geminidisy

Ogólnie gram z gościem i listą która wygrała dwa największe turnieje w UK w ostatnim czasie (Sheffield Slaughter i 16-osobowy Masters). Scenariusz ciężki, bo nie ma opcji żebym miał oba główne unity na objectivach w zasięgu +1 do save’a z Wózka. Miałem mniej dropów, więc ustawiłem się tak, że 30 Witczek na objectivie z mojej lewej było w zasięgu 5++ i +1 do save, Blood Sisters tylko w zasięgu 5++, tak żeby zawsze było 9 modeli – nie mogłem sobie pozwolić, aby Enlighted mi wjechali na znacznik. Włączyłem buffy i prawie się nie ruszyłem do przodu. Ciekawa sprawa, bo z jednej strony ja mam coraz więcej buffów z Allegiance, z drugiej ustawiony w środku Herdstone też jest coraz groźniejszy. Przeciwnik też wiele nie zrobił. Dyski były schowane za ungorami/Tzaangorami. Pierwsza niespodzinaka – summon – nie wiedziałem, że może to zrobić i summonował 10 psów na boku Witczek. Ogólnie grało się super, śmieszki heheszki ze strony przeciwnika, że w sumie jak ja do niego nie przyjdę to on do mnie też nie. Ale wiem, że pewnie jak wygra rzut o 5 turę to poleci na znaczniki, żeby jednak wygrać. Zbytnio takiej sytuacji nie chciałem, bo jednak wolę sytuację mieć we własnych rękach. Wygrałem rzut o turę, więc oddałem ją przeciwnikowi. Pojawił się kolejny oddział teraz na boku Blood Sisters. Moja druga tura to szybka decyzja –  idę do przodu Blood Sisters na maxa – ale tak, żeby były w zasięgu wózka z 5++ i +1 do save. Wszystkie modlitwy rzuciłem na nie – szczególnie re-roll 5++. Witczki wyczyściły psy, 10 SoS poszły na Summonowany unit. Wygrywam rzut o turę – więc szarżuję w Tzaangory tak, żeby złapać też Ungory kilkoma modelami. Blood Sisters czyszczą 30 Tzaangorów, zabijają z 15 ungorów, ale dostają straszne lanie od Enlighted. Zostaje ich 8-9. Przeciwnik widzi, że to nie przelewki i wylatuje swoimi drugimi Enlighted na Witczki. Włączył najpierw dyski z Blood Sisters (pile-in tylko kilku). Zostaje 5 Blood Sisters 😀 Witczki zabijają 2 dyski, w odpowiedzi dostają też straszne baty – zostaje ich 8 na znaczniku więc uff – znacznik utrzymany. Blood Sisters czyszczą Ungory. Pod koniec 3 tury na znaczniki remis. Wygrywam rzut o turę i czuję, że jestem w domu. Aktywuje Blood Sisters i wybijam resztki Ungorów i jakiegoś jednego Enlighted. Buffy lecą na 20 SoS, 10 SoS wchodzi na prawy znacznik z Meduzą. Midnrazor, modlitwy na 20 Sisters of Slaughter, z CP bieg na 6, już jestem w zasięgu 6” pile in. Witczki robią retreat. Spadam Heartrenders – jedne 9” od Shamana, który jest na lewym górnym znaczniku, drugie 9 cali od drugiego Shamana i 4 ungorów, które są na środkowym znaczniku. Plan jest prosty strzelić – ruch – szarża – spalenie znacznika. Pierwszy unit zabija Shamana ze strzelania 😀 i na 4+ robi ruch – znacznik przejęty. Drugi oddział zabija Ungory, ale nie daje rady ani się ruszyć ani szarżować. Na szczęście SoS szarżują na 11 cali wpadają w Enlighted i ich masakrują – 60A/3+/4+ z re-rollem, rendem 1 i DMG 2 robią robotę (jeszcze każda 6 na hit to 2 hity). Pozostałe 2 Blood Sisters kontestują znacznik środkowy – gdzie przeciwnik ma tylko dwa modele. Palę jeden znacznik przeciwnika, mój środkowy (mógł tam dolecieć Enlighted i by go przejął nie wchodząc w combat – 16” ruchu robi robotę) i mój na którym stoją Witczki – czyli jestem 9 punktów do przodu i mam jeszcze jeden znacznik pod kontrolą. Przeciwnik ma tylko znacznik „prawy”. Rusza 16” Enlighted – na podwójnej turze ma szansę przeczyścić SoS i to co pilnuje mojego prawego znacznika. Wchodzi psami na środkowy znacznik (summon) kontrolując ciągle swój prawy znacznik. Jak teraz spali znaczniki to ma tylko szansę na remis zajmując mój znacznik Enlighted, czyli mam Minora. Nie robi tego, ale przegrywa rzut o turę (musiał wygrać rzut spalić swoje znaczniki i przejąć Tzaangorami na dyskach mój znacznik a miał nie tak blisko wcale więc to i tak nie było proste do wykonania, a ja też mogłem wcześniej grę wygrać jakby Heartrenders się ruszyły lub zdołały zaszarżować). Próbował jeszcze 10 ungorami z summonu wejść na mój znacznik, ale jak się dowiedział ze SoS się pile-inują 6” i tak to zrezygnował. Wygrywając rzut o turę praktycznie wygrywam grę. Zabijam 2000 punktów tracąc jakieś 200 😀

Bitwa 5.
Realm: Hysh
Scenariusz: Border War
Przeciwnik: Deepkini

  • Fuethan
  • Tidecaster
  • Soulscryer
  • Soulrender
  • 2×10 Thralls
  • 2×10 Reavers
  • 2×9 Morssar Guards
  • Namarti Corp

Najlepszy gracz Deepkinów chyba na świecie (ciągle w Top 5-10 ostatnich kilku turniejów). Miał tyle dropów co ja, więc zaczyna, bo wygrał rzut. Miałem już tutaj rozkminę co zrobić – z jednej strony chciałem szarżę Morssarów, czyszcząc ich praktycznie jest po grze, bo resztę jednostek bym wyciął 1-2 unitami. Nie chciałem grać na znaczniki, bo musiałbym się rozdzielić, a teren nie był super – był wręcz fatalny z dobrze ustawionym statkiem bym musiał bardzo się rozciągnąć więc i tak nie byłbym w zasięgu buffów z wózka i nie miałbym jak screenować wózka, a 10 SoS nie przejmie znacznika, na którym są Thralle i siedzą na terenie. Dlatego postanowiłem wózek wystawić tak, żeby przeciwnik miał 3″ do niego, żeby zadać mortale, ale nie mógł w niego atakować. Statystyka pokazywała, że zada mi ok. 13 ran przed sejvami 5++, nawet na 1 ranie mnie to urządza, bo wszystkie jednostki mają 5++, mam turę wtedy i z CP aktywuję jeden unit w herophase, z CA Hysh walczę pierwszy dwoma unitami (mało co jest to w stanie przetrzymać). James postanowił zaryzykować, czyli zagrał tak jak myślałem, że zagra i zaszarżował (akurat jakby oddał turę i zagrał w ten sposób, że atakuje w swojej pierwszej i ma dwie tury combatu, gdzie bije pierwszy byłoby to bezpieczniejsze i długofalowo chyba skuteczniejsze, szczególnie, że nie mógłbym zająć obu znaczników i mieć bezpiecznego wózka itd). Niestety statystyka mnie zupełnie zawiodła – zadał 20 MW z Kijanek a ja wysejvowałem tylko 7 (czyli zabrakło jednego save 5++). Wózek padł. Przeczyścił praktycznie Witczki (na jakieś 40+ sejvów zadałem tylko 3 MW, które wysejvował z Mysticala na jedną Kijankę) co więcej wpadł 2 Thrallami w Hag Queen, którą zabił (jeden oddział Thralli też szarżował mnie z flanki). W swojej turze przeczyściłem co prawda jedne kijanki, ale SoS nie były w stanie zrobić prawie nic Thrallom. Szansą było jeszcze wygranie tury i zjedzenie drugiego oddziału Kijanek Meduzami i potem ruszenie wszystkiego na 2 unity po 10 Reaversów, które stały na środkowych znacznikach. Niestety rzut przegrałem i nie było wiele do zbierania. Reaversi zaszarżowali w to co zostało (8 Blood Sisters, i 16 SoS + Hag Queen i Meduza). Praktycznie po tej turze nie miałem jednostek.

Niestety rzuty mnie straszliwie też zawiodły – np. Meduza, której zadał któryś unitem 6 woundów, nie zdała ani jednego sejva na 5+ ani na 6++. Sisters of Slaughter z Mindrazorem, mimo jakiś 45 ataków, zabiły 2-3 kijanki. Ale cóż, nie miałem co narzekać, bo do tej pory szczególnie w bitwie z Beasts of Chaos rzuty fajnie wchodziły, ale tutaj była kumulacja przeciwnik rzucał powyżej statystyki zdecydowanie, a ja poniżej.

Przegrałem w sumie zasłużenie, bo naprawdę James grał mega dobrze Deepkinami. Mimo rzutów był w takiej sytuacji, że mógł to maksymalnie wykorzystać. CA z Hyshu też pomagała i właśnie sposób w jaki miał zbudowaną armię też pozwalał to wykorzystać. Graliśmy do końca 3 tury w konsekwencji zabiłem jakieś 800 kill pointów i razem miałem ich prawie 8800. 8 miejsce też mnie bardzo, bardzo ucieszyło. Top10 w tak ogromnym turnieju to mega sukces – praktycznie od 2 gry grałem z mega silnymi armiami i przeciwnikami (dwóch z nich skończyło w Top5). Planem był awans do finałów, bo jednak armii nie ograłem tak jakbym chciał, Top10 to dla mnie był kosmos, a miałem szansę na 2-4 miejsce jakbym tą grę wygrał. Co mega fajne to fakt, że zarówno Jamesa i Lauriego znałem z TGA i bardzo często rozmawialiśmy na specjalnej grupie na WhatsUpie. Nie tylko udało się ich osobiście spotkać, ale rozegrać z nimi dwie z najlepszych gier AoS-a jakie w ogóle zagrałem.

Co warto zauważyć większość graczy tutaj tak do tego podchodzi. Różnorodność armii jest ogromna, naprawdę rzadko można spotkać podobne armie czy jakieś kopiowanie rozpisek mimo takiej ilości graczy. Rozmawiałem z kilkoma osobami i dla większości osób to sposób na fajne spędzenie czasu. Widziałem armię np. Tomb Kings czy Bonesplitters i część osób przegrywa 1-2 bitwy i się bawi dalej – fajnie spędzając czas. A nawet jak przegrasz i trafisz na przeciwnika jak Laurie to po prostu nie jest to czas stracony, a na pewno wiele się nauczysz, bo po bitwie długo rozmawialiśmy o tym, co mogliśmy inaczej zrobić i jak zagrać. Nie widziałem żadnych spin, na tyle osób był chyba jeden sędzia, który nie miał zbyt wiele do roboty, gracze sami wszystko ustalali nie trzeba było nikogo pilnować. Ale naprawdę sposób gry godny pozazdroszczenia. Co więcej osoby tutaj nie wyobrażają sobie sytuacji grania bez punktów za sport i malowanie. Zresztą sam fakt, że Gary Percival, który jest topowym graczem dostaje 5 best play świadczy o tym w jaki sposób tutaj grają.

Na zakończenie kilka słów. Naprawdę świetna atmosfera –  dla większości osób jest to takie mini-święto ich hobby. Przychodzą nie tylko pograć, ale głównie dobrze spędzić czas, porozmawiać ze znajomymi, napić się piwa, pokazać swoje armie, figurki. Nawet najlepsi gracze są mega mili, praktycznie nie ma żadnej spiny o cokolwiek. Stopień w jakim są pomalowane armie i jak gracze są przygotowani jest godny pozazdroszczenia. Jakieś 99% traktuje to jak hobby, a nie super-hiper rywalizację. Zapomnisz się ruszyć czy coś – każdy pozwoli Ci wrócić nawet grając na topowych stołach. Podobnie z punktami za best sport i malowane. Jest to jakieś 10-20% w prawie każdym evencie. I jednak to czego brakuje mi w Polsce – buduje to atmosferę hobby i brak jakiejkolwiek konfliktów. Różne armie widziałem – Gloomspity na trollach, wspomniane Tomb Kingi, High Elfy itd. Taki a nie inny sposób scorowania i oceniania powoduje, że pojawia się dużo graczy z różnymi rozpiskami, które przy ponad 100 graczach rzadko się powtarzają. Część osób wie, że prawdopodobnie przegra 1 grę może 2 z jakimś silnym buildem, ale potem zagra 3 gry na wyrównanym poziomie, a nawet te przegrane bitwy będą dla tej osoby fajnie spędzonym czasem, a nie drogą przez mękę. W Polsce tak nie ma, bo idziemy moim zdaniem za bardzo w stronę ultra rywalizacji, co skutecznie zabija takie podejście i odstrasza takie osoby… Nie wyobrażam sobie Tomb Kingów czy jakiś funowych rozpisek w Polsce – ktoś dostanie 3 gry z super silnymi armiami i nie przyjdzie kolejny raz, bo będzie wolał sobie pograć w domu/klubie/sklepie ze znajomymi, a może jeszcze trafić tak, że te gry nawet nie będą jakieś nadzwyczajne. Dużo ludzi tutaj, nawet tych z topu, ciągle coś zmienia. Nie jest tak to wszystko pod linijkę tylko na pierwszym miejscu jest zabawa potem rywalizacja. Zresztą potwierdzają to osoby z Warhammer Community, który te turnieje organizują. Taki format się po prostu sprawdza. Większość eventów w UK jest według takiego formatu i mówili, że widzą z roku na rok większe zainteresowanie turniejami nie tylko przez nich organizowanymi, ale też tymi, które wspierają. Jest więcej eventów, pojawia się więcej graczy, więcej formatów. Mówili, że są mega zadowoleni z formatu rozgrywek drużynowych, który bodajże w tamtym roku wprowadzili. Nowością w tym roku chyba jest też, że podczas GT są też konkursy na najlepszy model, unit, bohatera, czy armię i cieszą się coraz większym powodzeniem i część graczy przyjeżdża na Grand Tournament tylko właśnie po to, żeby wziąć w nich udział (szczególnie, że tylko gracze są dopuszczeni więc nie jest to event stricte malarski).

Jeżeli ktoś ma możliwość naprawdę polecam taki wyjazd, szczególnie, że koszty nie są ogromne.

Galeria zdjęć:

1 Comment

  1. Świetny artykuł. Jeszcze bardziej cieszę się, że przeprowadzam się do UK 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>
*
*