PER INVERNUM AD ASTRA

UncleKyoshi/ Marzec 19, 2019/ General's War, Inne/ 0 comments

„Przez trudy do gwiazd” – to zwycięską historię sojuszu armii z Pruszkowskiej Masakry II autorstwa Barbary „Sarenki” Sarbian. Zapraszam!

Ohydny, mlaskliwy chrzęst zlał się w jedno z wrzaskiem kobiety, patrzącej na swoje rozrywane żywcem dziecko. Wrzask został zresztą szybko zduszony przez zatopione w gardło zęby i ognisty jęzor, rozcinający twarz i pozostawiający na niej rany, przypominające krwawe litery. Mąż kobiety szybkim i jakby obojętnym ruchem rozszarpany został przez trzymające go szpony. Zwiadowca z trudem przełknął podchodzącą do gardła żółć strachu i obrzydzenia i powoli zsunął się za osłonę.

Nie był to pierwszy tego typu obraz, który widział. Zwęglone wioski, gnijące trupy, ponadpalane zwierzęta, wracające w zgliszcza, by zjadać zwłoki swoich właścicieli… I wreszcie jego oddział. Spalony żywcem.

Zwiadowca wiedział, że musi wrócić, by o tym opowiedzieć. Wiedział też, że nie ma już nadziei. Pozostał jedynie Chaos.

*****

„Był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia widoczne w krainach śmiertelnych. Współcześni kronikarze wspominają, iż z wiosny szarańcza w niesłychanej ilości wyroiła się i zniszczyła zasiewy i trawy, co było przepowiednią demonicznych napadów. Latem zdarzyło się wielkie zaćmienie słońca, a wkrótce potem kometa pojawiła się na niebie. Gdy więc tak porządek przyrodzenia zdawał się być odwróconym, wszyscy, oczekując niezwykłych zdarzeń, zwracali niespokojny umysł i oczy ku gwiazdom, od których łatwiej niźli skądinąd mogło ukazać się niebezpieczeństwo.” – Heinrich Sienkiewitch

– Przeklęty grafoman – Niklas cisnął księgę na stół, a potem prychnął z irytacją. – Przepowiednia demonicznych napadów… Przepowiednia! No pewnie, że przepowiednia! Łatwo mówić o przepowiedniach p o fakcie. Szkoda, że tych dzielnych współczesnych kronikarzy nie ma tu teraz, przed rozmową z generałem.

Niklas, dalej gniewnie mamrocząc, przekładał jakieś szpargały na stole, udało mu się przewrócić astrolabium i zepchnąć na ziemię trochę zeschniętego sera, do którego nie przybiegł już nawet żaden szczur. Niebezpieczeństwo było aż nazbyt wyraźne i tylko ludzie byli tym gatunkiem, który jeszcze został w mieście. Wreszcie Niklas wygrzebał pęk kartek pokrytych notatkami i podszedł do okna, za którym jaśniała noc.

Jaśniała, ponieważ gwiazdy przestały być oddalonymi od ziemi świetlistymi punktami, które poetom dawały natchnienie, a wieśniakom pretekst do bajęd. Gwiazdy, które można było zobaczyć teraz, zdawały się być na wyciągnięcie ręki, pod warunkiem, że ktoś odważyłby się na taki ruch. Te gwiazdy były ogromne, żarzyły się wewnętrznym blaskiem, niekiedy rozbłyskiwały czerwienią i stopniowo formowały się w konstelację, zwaną Świetlistym Smokiem, czyli Gwiazdozbiór Dracothiona.

Sytuacja była więcej niż poważna, a Niklas wiedział o tym lepiej niż ktokolwiek w mieście. Szaleństwo, które dostrzec można było w gwiazdach, rozpętało się niedługo po inwazji, która zaczęła pustoszyć kraj. Nikt nie wiedział, jaki jest związek pomiędzy płonącą wojną ziemią, a bliskimi wybuchu gwiazdami. Posłano więc po Niklasa jako po najbardziej znanego astronoma w kraju i przydzielono mu funkcję osobistego doradcy generała Patronusa. Miał zinterpretować znaki, które tak wyraźnie dawało niebo i miał znaleźć odpowiedź, dzięki której uda się pokonać czerwoną zarazę, ogarniającą kraj. Z upływem kolejnych nocy Niklas nabierał jednak przerażającego poczucia, że powinien szukać odpowiedzi, która pozwoli chociaż przeżyć. Ze wszystkich stron napływały kolejne wiadomości. Wysyłane na zwiad patrole, które czasem wracały, opowiadały. A Niklas wysłuchiwał tych opowieści. I wiedział, że nie ma w nich przesady. W dodatku astronom miał świadomość, że miasto, w którym stacjonowała armia generała Patronusa, stało na drodze, którą obrał wróg. Zresztą to i tak nie miało większego znaczenia. Miało się wrażenie, że na drodze tej piekielnej armii stoi cały świat. I że cały świat musi się poddać. Gdyby tylko poddana wystarczyła… Jak na razie ta czerwona zaraza zdawała się mieć tylko jeden cel. Zabić.

Niklas oderwał się od okna i niechętnie ruszył na spotkanie z generałem. Perspektywa spotkania z dowódcą, gdy ma się do zaraportowania jedynie złe wieści, nigdy nie jest czymś przyjemnym. Tym jednak, co szczególnie napełniało Niklasa niepewnością, był fakt, że generał wraz ze swoją armią został przysłany do świata astronoma. Celem była walka z Chaosem. Dokładne pochodzenie generała i jego armii stanowiły dla Niklasa tajemnicę, której bał się odkrywać. Czuł bowiem, że to co się w niej kryje, podkopie fundamenty, na których astronom oparł swoją wiarę w porządek rzeczy.

– Cokolwiek? – pytanie, które padło z ust generała, zlało się w jedno ze stukiem zamykanych za astronomem drzwi. Sam generał nawet jednak nie podniósł głowy znad mapy, którą studiował. Czerwonawe światło gwiazd, wpadające zza okna komnaty, zdawało się zapalać błyski na pochylonej twarzy dowódcy. Niklasowi wydało się dziwne, że generał przebywa w pomieszczeniu w swoim stalowym hełmie, będącym właściwie maską o przerażającej twarzy, nie miał jednak czasu, by głębiej się nad tym zastanowić. Musiał przekazać raport, jakkolwiek niewiele wnoszący do faktów by on był.

Streszczając ostatnie obserwacje, astronom kątem oka rejestrował rozbłyski gwiezdnego światła i to, w jaki sposób zmienia się ono w pełznące po nogach stołu cienie. Widział, jak te same cienie zdają się pęcznieć na liniach na mapie, wskazujących pozycję wroga. Po chwili Niklas uświadomił sobie, jak blisko miasta wyrysowane są te linie i poczuł pięść strachu, zaciskającą się na jego żołądku.

– Rozczarowujące – stwierdził tymczasem generał krótko, podsumowując tym samym raport astronoma. – Liczyłem na ciebie, Niklasie. Wiem, że jesteś jedynie śmiertelnikiem, jesteś jednak bystry. Spodziewałem się rady. Widocznie to za wiele dla ciebie – generał westchnął, a potem uniósł głowę i spojrzał na astronoma. Niklas zrozumiał, że to co w świetle gwiazd brał za stalową maskę, było twarzą jego dowódcy. Nieruchomą. Bez wyrazu. O pustych, bezlitosnych oczach. – Ja i moja armia zostaliśmy przysłani tutaj, by zaprowadzić ład i porządek – kontynuował generał. – Jestem młotem sprawiedliwości, który ma rozgnieść Chaos, pustoszący twój świat, Niklasie. Jest to moja rola, którą wypełnię z łaski Sigmara. Ty również masz swoją rolę. I, z przypisanego ci obowiązku, wypełnisz ją. Jutro w nocy staniesz u mego boku. Wspólnie stawimy czoła wrogowi. A być może na polu walki dostrzeżesz to, czego nie zdołałeś dostrzec do tej pory.

 

Astronom spojrzał w oczy swojego dowódcy. Oczy, które zdawały się być właściwie jedynie otworami, wyciętymi w masce. Niklas poczuł ogarniające go zimno. Oto stał przed przedstawicielem dobra i porządku. To było jak spojrzenie w kryształ. Naczynie dla światła, które całkowicie obojętnie służy wyznaczonym celom. Do tej pory Niklas nie zdawał sobie sprawy z tego, że dobro może być czymś przerażającym.

W tej chwili gwiazdy zalały komnatę nagłą falą światła. Znienacka oślepiony Niklas zatoczył się, zasłaniając ręką oczy. Nieostrożnie przesunął nogą po śliskich kamieniach posadzki, stracił równowagę i upadł, uderzając głową o kant stołu.

*****

Niklas zamrugał w szafirowej mgle. Właśnie szafirowej, nie niebieskiej, błękitnej czy lazurowej. Niklas czuł się, jakby zamknięty był we wnętrzu szlachetnego kamienia. Miał wrażenie, że stoi w samym środku światła, w tym punkcie, z którego światło emanuje na zewnątrz. To było jakby stanąć we wnętrzu gwiazdy. Na skraju mgły Niklas dostrzegał zresztą delikatne migotanie, jakby odbijały się tam światła innych gwiazd. Astronom rozglądał się niepewnie. Wyczuwał piękno. Dostojeństwo. I zimną grozę. I obecność jakiejś istoty. Nie mógł zrozumieć tego, co się dzieje i w jaki sposób znalazł się w tym miejscu. Dotknął rozciętego łuku brwiowego i syknął z bólu. Skoro odczuwał ból, to znaczy, że nie śnił. Gdzie w takim razie się znajdował? I dlaczego?

Niklas zdawał sobie sprawę, że są to pytania, które powinien odłożyć na później. O ile będzie dla niego jakieś później. Coś działo się we mgle. Na granicy słyszalności dochodziły do niego dźwięki, których nie chciał rozpoznawać. Jakby szelest łusek, kleisty odgłos czegoś przesuwającego się po kamieniu. Czegoś, co zdawało się zbliżać do Niklasa. Niklas wiedział, że jeszcze chwila, a to coś znajdzie się tuż za jego plecami. Wiedział, że nie ma takiej siły, która zmusi go, by się odwrócił. Wiedział też, że nie wytrzyma dłużej tej paraliżującej grozy. W desperackiej decyzji zamknął oczy i gwałtownie się obrócił. A kiedy ostrożnie uchylił powieki, zobaczył, że za nim nie ma nikogo. Wtedy poczuł ostre szarpnięcie i usłyszał głos, który syczał mu prosto do ucha.

– Wkrótce.

*****

Szeregowa padła z głuchym stęknięciem na ziemię i na chwilę straciła przytomność. To ją uratowało, ponieważ demony, które nią cisnęły, przy okazji szponami rozszarpując jej zbroję, najwyraźniej zainteresowały się kimś innym, komu mogłyby odebrać życie. Kiedy się ocknęła, wojowniczka próbowała zorientować się w sytuacji, ale jej zdolności pojmowania były zaburzone. Ból połamanych żeber i pęknięta szczęka nie pomagały, ale tym, co było dla niej najtrudniejsze do pojęcia, był fakt, że przed chwilą walczyła z demonami. Demony! Oczywiście, wcześniej została poinstruowana, ale czym innym jest słyszeć o ognistej skórze i płonących mieczach, o nagich, rogatych bestiach, z których paszcz wylewają się sine jęzory – a czym innym jest zobaczyć to i poczuć na własnej skórze. Szeregowa z trudem rozejrzała się wokół siebie. Walka trwała nadal, ale przesunęła się już kawałek dalej. W miejscu, w którym leżała wojowniczka, czerwone kreatury zostawiły bezwładne stosy czegoś, co kiedyś było rycerzami, a co teraz stanowiło jedynie krwawe strzępy mięsa. Szeregowa spróbowała odwrócić się na brzuch i odpełznąć przez wypaloną ziemię, byle dalej od tej masakry. Strach zabił lojalność. Tak zwykle bywa. Teraz jedyną myślą było: uciec! Przeżyć! Uciec! Żołnierz wykonała kilka niezdarnych ruchów, nie zważając na ból, szarpiący ciało. Udało jej się kawałek przeczołgać, spróbowała więc oprzeć się na rękach i wstać. Wtedy to poczuła. Ziemia zadrżała. Szeregowa uświadomiła sobie, że nadchodzi coś wielkiego, coś przed czym nie ma ucieczki. Padł na nią gorący cień. Zdążyła jeszcze zamknąć oczy, zanim na jej czaszkę spadło płonące kopyto.

*****

Niklas przesunął bandaż, który zaczął zsuwać mu się na oko i spróbował coś zobaczyć. Szafirowa mgła zniknęła. Zastąpiły ją dym i pył, unoszące się z pola bitwy, zaklejające powieki, nos i przełyk. Syczący głos ucichł, a może po prostu został zagłuszony przez wrzaski mordowanych i mordujących. Niklas siedział na koniu i starał się zrozumieć, na co patrzy. Przebywający niedaleko astronoma generał, dosiadający dziwnego, gryfopodobnego stworzenia, jarzył się światłem. Ale czy było to światło odbite od gwiazd, czy pochodziło od generała, tego Niklas nie potrafił określić. Obserwował, jak generał wznosi ku niebu grawerowany w runiczne znaki miecz. Ten gest spoił się w jedno z biegnącą po niebie błyskawicą. Tak jakby miecz i promień, przecinający niebo, stanowiły jedność. Rozległ się głośny trzask, jakby cały świat pękał na połowy, a z miecza generała wystrzeliła fala światła, która zalała pole walki. Kiedy generał opuścił miecz, przed nim stały szeregi wojowników. Niklas z podziwem pomieszanym z grozą kontemplował imponujące zbroje, potężne naramienniki, wzniesione młoty, gotowe, by miażdżyć wroga, patrzył na stalowe maski, które nadawały żołnierzom jednakowy wygląd istot nie z tego świata – którymi to istotami rzeczywiście byli – i zadawał sobie pytanie, jak to wszystko jest możliwe? Jeszcze do niedawna wiódł żywot astronoma, co prawda sławnego, ale słynącego z twardości sądów i rzeczowości swoich hipotez. Dziś był doradcą generała świetlistej armii, stał w szeregach istot, których nie rozumiał, patrzył na rzeź, dokonywaną przez krwiożercze maszkary, a gwiazdy nad jego głową kłębiły się w szaleństwie. W dodatku do jego umysłu wciąż powracało echo syczącego głosu, powtarzające to jedno słowo. Wkrótce.

Tymczasem bitwa zbierała swoje żniwo. Piekielne kreatury pojedynczo łatwo padały pod uderzeniami młotów, jednakże siłą tych rogatych bestii była ich liczebność. Przelewająca się przez pole walki masa czerwonej zagłady spalała każdy przejaw życia. Na każdego żołnierza generała Patronusa przypadało kilka ognistych potworów. Chaos z pewnością by zwyciężył, gdyby nie to, że armia generała była doskonale zorganizowana i wyćwiczona w tym, by zaprowadzić porządek. Za wszelką cenę. Dlatego walka wciąż trwała i wciąż nie było przesądzone, która strona zwycięży, a która zostanie zniszczona.

W Niklasie obudziła się nadzieja. Widział, jak niektóre miejsca na polu bitwy zmieniają kolor. Jak stopniowo gaśnie czerwień. To było jak gaszenie rozprzestrzenionego pożaru, którego zarzewia były już gdzieniegdzie stłumione. Ale nie wszędzie. Upiorne plugastwa wciąż jeszcze miały siłę, by rozrywać, ciąć swoją piekielną bronią i zabijać. Niklas zaciskał pięści, szarpał się w swojej bezsile i patrząc w gwiazdy, jak zwykł czynić to całe życie, nie wiedział, czy zacząć błagać je o pomoc, czy przeklinać za to, na co musiał patrzeć.

Nagle astronom zauważył, że na polu bitwy dzieje się coś nowego. Nie wiedział, gdzie to się zaczęło, ale słyszał narastający ryk, wrzaski i niepokojący, głuchy odgłos. Kroków? Uderzeń? Walczący zamarli. Ryk zbliżał się stopniowo. Wtem ziemia dosłownie zadrżała, jakby z niesamowitą mocą uderzyło w nią coś ciężkiego. Przez pole bitwy przeleciał gorący powiew powietrza, a zaraz za nim z nieba spadł deszcz krwi i kawałków ciał. Niklas uspokoił wierzgającego, obryzganego krwią konia i sam spróbował otrzeć twarz. Po chwili dotarło do niego, że wszędzie zapanowała cisza. Uniósł głowę i wtedy zrozumiał, dlaczego.

O jakieś sto jardów od generała, a zatem i o sto jardów od Niklasa, stała bestia. Było to żywe wcielenie gniewu. Łaknący krwi potwór, uzbrojony w dwustronny topór z rękojeścią z czaszek oraz długi bicz, upleciony z łańcucha i zakończony młotem. Wokół kopyt demona zwijały się płomienie, a z jego wykrzywionej groteskowo paszczy wysuwał się obrzydliwie wilgotny jęzor. Wszystko, co jeszcze żyło, zamarło. Wszyscy zdawali się czekać na następny ruch potwora. Ten natomiast poruszył rogatym łbem i powolnym, chrzęszczącym ruchem zaczął rozwijać skrzydła, wyglądające jak zakończone szponami, zwęglone pasy skóry, zawieszone na krwawych ścięgnach. Kiedy demon rozpostarł skrzydła, zdawało się, że zasłonił nimi całe niebo i wszystkie gwiazdy. Potem potwór zaryczał.

Niklas zamknął oczy. Przez chwilę marzył o tym, by móc się pomodlić, nie miał jednak do kogo. Przez całe swoje życie Niklas wierzył w logikę, a teraz miał zginąć z łap piekielnego potwora. Gdyby chociaż w tym momencie, w obliczu takiej śmierci, mógł znaleźć jakąś siłę, do której mógłby się zwrócić! Nagle Niklas otworzył oczy. Uświadomił sobie, że tą siłą jest jego dowódca. Czym prędzej wbił wzrok w generała, jak gdyby widok tej istoty, określającej się młotem sprawiedliwości, miał go ochronić. I zrozumiał, że i ta nadzieja nie ma sensu.

Generał, wobec górującego nad nim demonicznego potwora, zdawał się być jedynie drobnym pyłem, który zaraz zostanie starty z powierzchni ziemi. W całej postawie generała nie dawało się jednak wyczuć strachu. Również gryfon, którego generał dosiadał, patrzył obojętnie na to, co było przecież zbliżającą się śmiercią. Jedynie oczy, poruszające się za rogatym hełmem, okrywającym łeb zwierzęcia i lekko drgające u dziwnych, jakby smoczych łap szpony, świadczyły, że zagrożenie zostało dostrzeżone i zwierzę gotuje się do walki. Generał pogładził szyję gryfona ręką w stalowej rękawicy. Milczące porozumienie pomiędzy panem i jego wierzchowcem zostało przypieczętowane. Generał nie musiał wydawać komendy. Po prostu on i zwierzę rozpoczęli szarżę.

Demon ryknął ponownie i zamachnął się toporem. Niklas rozszerzonymi ze strachu oczami patrzył, jak gryfon wykonał płynny unik i przeniósł generała tak blisko kopyt demona, że osmalił ich powiew płomieni. Generał wychylił się z siodła i ciął mieczem, udało mu się jednak zadać jedynie powierzchowną ranę. Rozwścieczony potwór rozwinął bicz. Niklas, nie zważając już na nakazy logiki, zaczął modlić się do wszystkich bóstw, o jakich kiedykolwiek słyszał. Kiedy gryfon przyspieszałbieg, by jeszcze raz okrążyć bestię i raz jeszcze zaatakować, demon rozkołysał łańcuch. Pierwsze uderzenie spadło niemal tuż przed szponami gryfona. Zwierzę w ostatniej chwili skręciło i zmieniło tor biegu. Generał ścisnął kolanami boki wierzchowca i skierował go ponownie w stronę bestii. Kolejne uderzenie wstrząsnęło ziemią tuż przy nich. Na następny ruch nie mieli już szans. Rozpędzony młot, zwisający z trzymanego przez demona łańcucha, zmiótł generała z siodła. Niklas wrzasnął, potwór natomiast, jakby ironicznie wtórując astronomowi, triumfalnie zaryczał. Był to jednak triumf przedwczesny. Gryfon doskoczył do demona i szarpiąc szponami jego cielsko, wspinał się, by wzmocnionym stalą dziobem wydłubać oczy potwora. Ten starał się strącić z siebie to stworzenie, które szybkimi, ostrymi ruchami coraz mocniej go raniło. Krew demona osiadała, dymiąc, na błękitnych piórach gryfona i ściekała z jego dziobu i łap. Wreszcie zwierzę wbiło się w paszczę bestii. Ryczący stwór upuścił topór i przerażająco powolnym ruchem uniósł łapę. Docisnął do swojego pyska nieszczęsne, wciąż kąsające go stworzenie i wbił zęby w jego gardziel, odrywając mu głowę.

Niklas nie widział już tego wszystkiego. Galopował przez pole walki, pędząc w stronę, w którą demon wyrzucił generała. Kiedy znalazł się przy dowódcy, astronom zeskoczył z konia i uklęknął, by sprawdzić, czy generał jeszcze żyje. Zwinięty, ciśnięty jak kłąb szmat generał nie przypominał tej majestatycznej istoty, w której potęgę astronom tak rozpaczliwie uwierzył. Niklas dotknął wgnieceń na zbroi, pokaleczył sobie rękę o połamane kolce hełmu, który starał się odsunąć, by odsłonić twarz dowódcy. Wreszcie mu się udało. Pochylił ucho nad ustami generała i zaczął nasłuchiwać jego oddechu. Po chwili, która zdawała się trwać wieczność, Niklas poczuł na policzku drgnienie powietrza. Generał żył. Niklas dopiero teraz uświadomił sobie, że sam do tej pory nie oddychał i łapczywie nabrał tchu. Uniósł głowę, chcąc przywołać konia i zamarł. Nad nim wyrastała bestia. Niklas nie mógł zrozumieć, jakim cudem ten potwór znalazł się przy nim tak bezszelestnie. A może po prostu astronom na tyle zajęty był nasłuchiwaniem oznak życia u swojego dowódcy, że ogłuchł na wszystkie inne dźwięki. Dość, że patrzył teraz, jak demon wykrzywia paszczę, do której wciąż ma przyklejone pióra gryfona i jak powoli szykuje się, by uderzyć biczem. „Czyli tak to się kończy”, pomyślał Niklas już bez emocji. Wyczerpał ostatnie rezerwy strachu. Teraz już na zimno obserwował, jak demon wznosi łapę i jak jeszcze na moment zastyga w tym geście. Astronom z przyzwyczajenia rzucił ostatnie spojrzenie na gwiazdy. I zobaczył, jak tuż za demonem z nieba spada świetlista smuga. „Może to dobry moment, by raz w życiu wypowiedzieć życzenie na widok spadającej gwiazdy?” zdążył jeszcze pomyśleć ironicznie, zanim oślepiło go wybuchające światło. Oszołomiony astronom zdał sobie sprawę, że wciąż jeszcze nie zmiażdżył gocios młota, spróbował więc spojrzeć na bestię poprzez oślepiający go blask.

Potwór stał nieruchomo ze wzniesioną nad głową łapą i z gotowym do uderzenia biczem, a całe światło w ostrym rozbłysku zebrało się na jego cielsku. Niklas zdążył jeszcze przez ułamek sekundy zobaczyć, jak demon otwiera pysk i próbuje zaryczeć i jak zostaje rozerwany na pół. Astronom powiódł wzrokiem za padającym na ziemię plugastwem i patrzył, jak ze ścierwa zaczyna unosić się przybierający szafirową barwę dym. Potem Niklas spojrzał w niebo i zobaczył kolejne spadające gwiazdy. Wkrótce całe pole rozbłysło światłem, a wraz ze światłem wrócił dźwięk. Walka rozgorzała na nowo.

Niklas chwiejnie wstał z kolan i przeszedł parę niepewnych kroków, próbując zorientować się w sytuacji. Nagle padł z powrotem na ziemię, gdyż niemal tuż nad jego głową przeleciało jakieś wielkie stworzenie. Miało skórzaste skrzydła i pysk gada. Na grzbiecie tego dziwnego stwora siedziała jeszcze dziwniejsza istota. Ni to jaszczurka, ni mały smok, o wściekle niebieskiej skórze i złotych bransoletach na przegubach. Niklas mógł się temu przyjrzeć, ponieważ ze wszystkich stron nadlatywało coraz więcej tych stworów. Poza tym na polu bitwy Niklas dostrzegł wielkie, kroczące monstra o pancerzach z płyt i więcej jaszczurczych wojowników. Ci wojownicy, którzy nie dosiadali skrzydlatych stworów, uzbrojeni byli w rodzaj długich włóczni, wykończonych pryzmatycznymi ostrzami z jadeitu. Uderzeniom tej broni towarzyszyło coś dziwnego, jak gdyby pulsujące rozbłyski energii. Ponadto dzierżyli oni ciężkie, twarde tarcze, zbudowane z czegoś, co Niklasowi skojarzyło się ze smoczą łuską. Astronom z trudem oderwał wzrok od niezwykłych przybyszów i wrócił, by zająć się generałem. Zwykły śmiertelnik prawdopodobnie nie przeżyłby obrażeń, jakie odniósł dowódca, generał tymczasem dawał dowód nadludzkiej odporności, samodzielnie stając na nogach. Niklas jednak, czując się w obowiązku, by pomóc, podprowadził generałowi swojego konia.

W tle wciąż jeszcze toczyła się walka, po dźwiękach można było jednak rozpoznać, że zmierza już ku końcowi. Początkowo zdezorientowani żołnierze generała Patronusa wkrótce zrozumieli, że gwiezdni przybysze skoncentrowani są na tym, by zniszczyć maszkary Chaosu. Słysząc skowyt bestii i widząc ich truchła, czerwonym dywanem padające na ziemię, żołnierze nie czekali na rozkazy, lecz podjęli walkę. Dostosowując swoje siły do wspólnej bitwy, ramię przy ramieniu stanęli wojownicy w złocistych zbrojach i jaszczurcze istoty, poruszające się po placu boju z gadzią zwinnością. Niedługo na polu bitwy nie pozostał nawet jeden żywy demon. Bitwa była zakończona.

Niklas pomógł generałowi dosiąść konia. Widząc swojego dowódcę, jego żołnierze zaczęli ustawiać się w szyku. Armia gwiezdnych przybyszów również uformowała szereg. Dokładnie naprzeciwko generała. Przez chwilę czas jakby się zatrzymał. Żołnierze patrzyli na swojego dowódcę, nie ośmielając się zadawać pytań, poddając się jednak pewnego rodzaju niepewności. Co stanie się teraz? Jakiej ceny zażądają przybysze za udzieloną pomoc? Stojący przy generale Niklas również odczuwał tę niepewność. Odruchowo popatrzył na niebo i zobaczył, że właśnie nadchodzi świt. Blask słońca stopniowo zaczął zalewać pole, na którym przed chwilą stoczono ostateczną bitwę z siepaczami Chaosu.

Jaszczurczy wojownicy wykonali nagły zwrot i przeformowali się w szpaler. W ten sposób zrobili miejsce dla istoty, która do tej pory znajdowała się za szeregami gwiezdnego wojska, a która teraz zdawała się nadpływać na promieniach światła. Istota ta spoczywała na kamiennym tronie, z którego sterczały ostre kości, a kiedy się zatrzymała, Niklas spostrzegł, że przypomina wielką ropuchę o wzdętym podgardlu. Nawet zwykłe ropuchy mają w sobie domieszkę czegoś niezwykłego. Jest w nich coś, co daje wrażenie zaklętej, przedwiecznej mądrości. Istota, która zawisła w powietrzu przed Niklasem, istota, która przybyła z gwiazd, a poruszać zdawała się na promieniach słońca, przypominała ropuchę, ale było to podobieństwo jak między wzgórzem widocznym z oddali, a skalistą górą, z której szczytów swój bieg właśnie rozpoczyna lawina. Niklas obserwował szczegóły takie jak złoty kolczyk zwisający spomiędzy kłów niesamowitego przybysza, uzbrojoną w sztylet jaszczurkę, siedzącą na poręczy tronu i wreszcie zatrzymał wzrok na oczach istoty. Poczuł zimno biegnące od karku prosto do jego umysłu, a wraz z tym uczuciem napłynęło przypomnienie szafirowej mgły i miejsca, w którym Niklas czuł się, jakby został zamknięty we wnętrzu gwiazdy. Lodowate spojrzenie ropuszego przybysza oderwało się od astronoma i powędrowało ku generałowi. Błoniasta łapa uniosła się oszczędnym ruchem ku górze. Ten gest przywołał kolejne stworzenie. Jadowicie niebieska jaszczurka, w kolorowym pióropuszu na głowie i ze złoconym sztandarem w łapie tchnęła dziwną godnością. Czuło się płynące od niej rozważną mądrość i dostojeństwo. Jak od kapłana.

– Witaj, Niklasie – syczące słowa uformowały się bezpośrednio w umyśle astronoma. Niklas natychmiast rozpoznał ten głos. Był to głos, który przemówił do niego z szafirowej mgły. – Nie tylko generał wybrał cię na swego doradcę. Pan Gwiazd, Lord Zectoka był łaskaw wybrać cię na swego pośrednika – jaszczurczy kapłan przemawiał dalej w umyśle astronoma. Nikt poza Niklasem go nie słyszał, lecz lekkie ukłony, jakie kapłan wykonał w stronę generała oraz w stronę ropuszej istoty, miały dać do zrozumienia, w jakim kierunku toczyć będzie się dialog. – Przybyliśmy ze świata, który był, by pomóc wam zachować świat, który będzie. Albowiem, choć na początku był Chaos, teraz nastał czas na nowy porządek świata.

Niklas raz jeszcze popatrzył w zimne oczy tego, którego kapłan nazwał Panem Gwiazd. Potem przeniósł wzrok na twarz swojego dowódcy, która choć nieosłonięta stalową maską, pozostawała obojętna i emanowała chłodem. Dobro zwyciężyło. A Niklas został mianowany jego sługą. Astronom zrozumiał, że całe swoje życie dostosowywał do tego właśnie momentu. Czego bowiem innego szukał w zimnych i pięknych światłach gwiazd, jeśli nie bezwzględnego dobra? Dobra, które dokonuje się bez względu na wszystko. Teraz, kiedy gwiazdy spadły na ziemię, dokonał się również los astronoma.

*****

„Sojusz, który zawarty został onego dnia, brzemienny był w skutkach. Spotkały się oto istoty niebiańskie i walcząc z Chaosem na ziemiach śmiertelnych swoje porozumienie przypieczętowały. Historya zachowała pamięć dnia tego jako początku zmian dla ludzi. Nauczyliśmy się patrzeć w gwiazdy, a nauka ta dała nam nadzieję. Nauczyliśmy się takoż, jak mamy gwiazdy czytać i jak je rozumieć mamy. Zrozumieliśmy, iż dzieci Dracothiona nie porzucą nas w potrzebie. Jako naoczny świadek tych wiekopomnych wydarzeń i pokorny sługa, który życie swe złożył gwiazdom, zapisać chcę, co następuje. Ruch gwiazd owocem jest tego, co dzieje się w krainach śmiertelnych. By stąpać po ziemi, należy stale patrzeć w gwiazdy. Tam bowiem czekają niebiańskie stworzenia, a ich myśli wokół nas się obracają. Jest to zjawisko, które w księdze, którą potomnym przekazuję, nazwałem obrotem sfer niebieskich…” – Niklas Copernikhus

 

[Od redakcji] Historia ta została wybrana przez jury jako najlepsza z nadesłanych na Pruszkowską Masakrę II. Miała opisywać od strony fabularnej sojusz jaki zawarły armie graczy, w tym przypadku Piotra i Radka. Armie zajęły miejsce drugie, historia pierwsze. Wielkie słowa uznania za nawiązania do pewnych elementów z przed roku z pierwszej Pruszkowskiej Masakry. Gratulacje!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>
*
*